Emigracja, Ludzie i Miejsca, Moje Podróże

Jak Scott pomylił mnie z psem

scott

Zaszła ogromna zmiana u mnie między starym blogiem, którego nikt nie czytał , a nowym, którego też nikt nie czyta. Kiedyś wybierałem tematy, selekcjonowałem jak bułeczki, i wiele bułeczek przepadło bezpowrotnie, podczas gdy tutaj, w końcu zacząłem pisać o tym co po prostu spotyka mnie na co dzień. Dzień co dzień. To trudna sztuka. Tak sobie pisać, nie o czymś wzniosłym, tylko o tym jak po pracy poszedłem na ryby. Dosłownie na pół godziny. Zdążyłem rzucić parę razy wędką. Obok mnie w pośpiechu, wyglądający od tyłu jak Indianin facet, w krótkich spodniach moro, bez skarpet, wrzucał głośno do starej łódki jakieś rzeczy i odpalał silnik. Odpłynął parę metrów, silnik zgasł. Ja go widziałem, on mnie nie. Moja przynęta wpadła obok niego do wody.Plusk ! Odwrócił się w moją stronę. „O gówno ! – ale się wystraszyłem, myślałem że, Ty – to jakiś pies ! Ale straszysz, nie spodziewałem się tutaj nikogo. Chcesz płynąć ze mną ? Mam jakieś jedzenie, łódkę RC, będzie fajnie”.

I oto Scott. Nie Indianin. Wszystkim pokazuję „Faka” i się wiecznie śmieje. Według mnie raczej – taki American Kid, niż Kanadyjczyk. Ma rozjebaną, zwykłą, starą łódkę, znalezioną na śmietniku, tak samo jak silnik, przeraźliwie głośny zresztą. Pływa tą łódką nawet pod molo krzycząc – „ uważaj na głowę !” . Okej to było zajebiste i jest na filmie. Ma także car – audio system głośników z dwoma akumulatorami na tej łódce, i napieprza muzyką po całym jeziorze. A to się naprawdę niesie po wodzie. Niesie się wszystko od Offspring po Nirwanę i Red Hotów. W Europie można dostać za to mandat. „ No i nie płoszysz tym ryb ? „ – pytam. „ Niee, ryby czują wibracje, i wręcz podchodzą do łódki. No a ludzie ? Ludzie nie narzekają,- podpływają żeby podłączyć swoją muzykę, żebym włączył ich kawałek ”.

Scott był kiedyś zawodowym snowboardzistą. Da się to wyczuć z zajawki. Trochę tu, trochę tam, po rozwodzie. Wie gdzie Polska, bo maniak II Wojny Światowej. Mówi że na emeryturze, opowiada o jeziorach. Za chwilę mówi jednak że dziś pracował. Że dom swój podnajmuje ? No nie ważne. Łowimy ryby i bawimy się mini łódką RC. Tak na przemian. Łowię dziś pierwszego w życiu Walleye-a (sandaczowate) oraz Bass-a (okoniowate) w Kanadzie .Pierwsze są pyszne i Kanadyjczycy je zabierają, drugie łapie się dla sportu i wywala za burtę. Rybę która zabieramy Scott przypina drutem za skrzela i wywiesza za burtę jak więźnia męczennika, żeby była świeża. Dziwna praktyka. Ale okej. Scott jest wyluzowany, ja pewnie robię za sztywniaka z Europy. Ale to nic. Mam inne właściwości, na przykład rejestruję wszystko co wokół, jak echosonda, która pika że ryb pełno pod łódką, jednak brania nie ma. Każdy robi co może, Idą w ruch blaszki, twistery i pijawki. Nadal nic. Ale czasem na rybach tak jest, nie ma siły, po prostu nie idzie. Scott robi co może, sięga do torebki i zmienia przynęty. Najczęściej sięga jednak do torebki z marihuaną. „Kanadyjska ! Musisz spróbować ! ” Okej próbuję. Z grzeczności. Rzeczywiście bardzo delikatna, lekarska. I każdej następnej odmawiam, i jest co odmawiać, bo Scott częściej sięga do tej torebki niż do jakiejkolwiek innej, i wydaję mi się, że ta torebka jest nieskończona.

Co za niespodziewana przygoda ! Wyszedłem na pół godziny z domu jak było jasno, a teraz jest pierwsza w nocy i jest mi zimno, mam na sobie tylko starą budowlaną bluzę, ale nie jestem koło domu . Pływam za friko po mieście które wygląda jak Wenecja przeniesiona do lasu, gdzie ludzie pływają na zakupy ze sklepu do domu łódkami, pływam po najpiękniejszych jeziorach w całym Ontario z ujaranym, przemiłym, byłym snowboardzistą.

Dowiaduję się nawet od niego, że jest tu prehistoryczna, wielka ryba , w tych jeziorach, i nie można jej łowić, Ryba ta nie ma pyska z zębami, ma łuskidziwne i waży do 700 kg. Dowiaduję się nawet jak ją złapać, chociaż nie można…

Powrót jest mistyczny ale baterii do nagania w telefonie nie starczyło. Błądzimy we mgle i czcinach. Oczywiście prawie bez świateł. Scott pokazuje mi gdzie mieszka, blisko mnie, nad tym samym jeziorem. Tylko on jest tu na stałe, a ja „ by the chance ” Do domu wracamy na około, bo jesteśmy na terenie więzienia, bo nawet te, jest tutaj nad samym jeziorem. Ale Scott twierdzi, że ma pozwolenie tutaj przebywać, Tak jasne kurwa, pozwolenie myślę sobie masz, po prostu wszyscy tu się znają bo to mała miejscowość. Pyta się mnie – „Czy lubisz BMW, jak jesteś z Polski ?” , już nie wiem jak mu wytłumaczyć, że to dresiarskie, ograniczam się do szczerego – „ nie, nie lubię,” i wtapiam bo on na to, że właśnie takie ma, BMW. I faktycznie dresiarskie z ciemnymi szybami. Scott istny skład rupieci na podwórku ma, i ognisko pod którym zamontowany jest wentylator który rozpala ogień w pięć sekund. Żegnamy się szybko, bo padam z nóg. Co za noc. Zwykły dzień. Dzień co dzień.

 

Comments

comments